Firedancing to sztuka polegająca na "żonglerce" płonącymi kulami, zawieszonymi na łańcuchach - całe te urządzenia nazywają się Poi'ami - kijem o płonących końcówkach, oraz pluciem i połykaniem ognia. Słowo pochodzi z języka maoryjskiego i oznacza właśnie kule zawieszone na sznurkach. Stamtąd też - z Maorii - wywodzi się cała sztuka. Jest ona tradycją narodową kultywowaną od setek lat. Kobiety zajmowały się tym, by utrzymać sprawność i zwinność rąk oraz nadgarstków (można by pomyśleć, że nie miały na to przyjemniejszych sposobów). Natomiast mężczyznom, wojownikom i myśliwym, zależało na utrzymaniu koordynacji ruchowej, potrzebnej w walce oraz w polowaniach.
Istniała zasadnicza różnica pomiędzy oryginalną wersją tańca, a tą dzisiejszą - Maorysi za kule używali kamieni, ozdób lub kwiatów, które z powodu ich trudnopalnej natury ciężko byłoby podpalić. Dla nas cała zabawa zaczyna się dopiero w tym miejscu.
Poprzez użycie specjalnych materiałów jak włókno szklane czy kevlar, oraz dopalaczy - czyli ropy lub parafiny (z powodu skaczących ciągle cen oraz - co ważniejsze - mniej uciążliwego zapachu zdecydowaliśmy się ostatecznie na to drugie) uzyskujemy palące się końcówki, które odpowiednio wprawione w ruch dają widowiskowe efekty. Po pewnym czasie trenowania i eksperymentowania odkrywa się odpowiednie środki, dzięki którym ogień nabiera ciekawych kolorów, lub zamiast płonących smug dookoła tancerza zaczynają się sypać setki iskier.
Również nam, jak już zostało wspomniane, liczne treningi firedancingu dają lepszą koordynację ruchową oraz poprawę zręczności. Poza tym, przez pierwsze parę miesięcy masę siniaków, do czego jednak jesteśmy tak czy inaczej przyzwyczajeni, oraz, o wiele rzadziej, spalone blizny czy szybkie depilacje. Jednak po dłuższym czasie tancerz przestaje bać się ognistej powłoki dookoła (nie jesteśmy zwolennikami subtelnych, żarzących się kuleczek), dzięki czemu taniec staje się jeszcze efektowniejszy.
Firedancing ostatnimi czasy zyskuje bardzo dużą popularność. Czasem można odnieść wrażenie, że zbyt dużą, widząc w pubach ulotki o kolejnych warsztatach, lub cotygodniowe pokazy nowo powstałych grup, podczas to których nie tylko publika zastanawia się "co oni tam robią", ale również sami firedancerzy.
Doświadczone grupy, jak np. Teatry Ognia, potrafią przeprowadzić doskonale zaplanowane show, prezentując mnóstwo technik i układów, które zamiast niesmaku wywołają głośny aplauz. Różnorodność wspomnianych technik jest ogromna - młynki, motyle, przeplatanki itd, - ponieważ można "czerpać je" np. ze stron internetowych, od innych tancerzy lub po prostu opracowywać własne. Daje to nieograniczone wręcz możliwości, które wystarczy wspomagać treningami (i czasem jakimś poparzeniem).
|
Eldar

Grimar

Orm

Krzesimir

|