|
|
|
|
|
Od 17.V.2000 r. jesteś naszym
|
|
gościem.
|
|
|
ROK 2000 Powrót do góry
| 26 maja |
Inowrocław - Otwarcie Hali Widowiskowo-Sportowej |
 | Po raz pierwszy zaprezentowaliśmy się w naszym mieście. Pokaz był zaiste dynamiczny, czego przejawem było złamanie półtoraka. Widownia jęknęła. My też.
P.S.
Przed naszym pokazem stepowały zwei junge deutsche Mädchen. | Powrót do góry Powrót do góry
| 11 czerwca |
Złotniki Kujawskie - Festyn |
 | 45 stopni w słońcu, a my w stalowych swetrach, blaszanych czapkach i w futrach. Bardzo elokwentny pan oznajmia spoconej gawiedzi, że zaraz wystąpią "ludzie, którzy kiedyś bili się toporem". No więc dajemy radę, a pot zalewa oczy. Po drugiej stronie placu mamy konkurencję w postaci konkursu w ważeniu cielaka, ale że robimy mnóstwo hałasu i szczęku bronią to mamy jeszcze publikę. Łamie się półtorak. Gawiedź się cieszy. Do rozwalenia muru tarcz wychodzi BARDZO obszerny pan. Waży chyba tyle co dwóch z nas w kolczugach. Czterech z nas staje w murze, a Sygurd podpiera z tyłu dwóch środkowych. ON nadciąga. Moment zderzenia i ... nie dał rady. Żyjemy. Po pokazie piwko, które dostaliśmy przed nim, nie nadaje się już do picia - jest gorące jak świeżo zaparzona herbata. Pozostaje tylko woda mineralna, ale odbijemy sobie wieczorem. | Powrót do góry
| 23-24 czerwca |
Cedynia - coroczna inscenizacja bitwy z 972 roku |

 
 
 | Pierwsza bitwa Kruków. Pojechaliśmy sprawdzić, jak wypadamy w bezpośredniej konfrontacji z bardziej doświadczonymi drużynami. Zdaniem wielu (nie tylko z nas) debiut był udany. Pustoszyliśmy z dużym zaangażowaniem, ba, udało nam się nawet gwałcić, co widać na rycinie powyżej (oczywiście, przedstawiona jest faza niemalże platoniczna). W inscenizacji bitwy wykazaliśmy się dużą ofiarnością, szczególnie Marcus, który mimo, iż został pozbawiony miecza, okazał się poważnym zagrożeniem dla prawego skrzydła Słowian, doprowadzając własne kończyny i tarczę do intymnych zbliżeń z drobnymi ciałami zgromadzonych tam wojowników. Kłąb wirujących postaci był doskonale widoczny nawet ze wzgórza Czcibora. Potem połowa z nas dawała radę w Kręgu Walki, a podczas oblężenia grodu stosunek zabitych wrogów do naszych poległych także wypadł na naszą korzyść, czego konsekwencją są zaproszenia na kolejne imprezy.
P.S.
Na wojnę udaliśmy się busem z DPS w Tarnówku, który to skrót został przez nas rozszyfrowany bądź jako Drużyna Party & Sex, bądź jako Drużyna Pogrom i Spustoszenie. | Powrót do góry
| 7-9 lipca |
Wolin - VI Festiwal Wikiński Wolin-Jomsborg |
   | W rozszerzonym składzie, ze znajomym nam już panem Rysiem z DPS w Tarnówku udaliśmy się na wyspę Wolin, gdzie onegdaj znajdował się potężny i dumny gród Jomsborg. Miejsce to jest obecnie niemym świadkiem zjazdu barbarzyńców z całej Europy. W tym roku udało nam się rozmawiać (i pić) z Duńczykami, Szwedami, Niemcami, Rosjanami, Białorusinami, Ukraińcami i , oczywiście, rodakami, których przybyło łącznie około 350, od siwobrodych starców po kilkuletnie dzieci. Licznie zebrana gawiedź obserwowała wyścigi drakkarów, wiele konkursów, takich jak np. łuczniczy, czy we wspinaniu się w kolczudze na gładki słup, lecz przede wszystkim bitwy, które w tym roku były na tyle dynamiczne, że całkiem sporo uczestników wyjmowało z siebie hemoglobinę. Dochodziło do pewnych rozwarstwień kulturowych, np., krąg wschodni (od Bugu dalej) nie rozumiał naszej dezaprobaty dla trafiania ludzi dwuręcznymi toporami w plecy, sam natomiast wyrażał pewne rozgoryczenie z powodu naszej lubości dla dźwięku GLĄ!, który wydaje hełm przeciwnika celnie uderzony mieczem. Na szczęście wieczorami wszelkie wątpliwości znikały "jak sen jaki złoty".
P.S.
Drugiej nocy Wojciech mianował się Ambasadorem i założył odszczepieńczą frakcję Kumaków Ogrodowych, lecz gdy doszedł do siebie następnego dnia koło południa nie za bardzo pamiętał, o co mu chodziło. | Powrót do góry
| 29-30 lipca |
Poznań - I Festiwal Kultury Wczesnego Średniowiecza |
 
 | Udaliśmy się tam kultywować znakomicie rozwijające się znajomości oraz, jak zwykle, na wojnę. W sobotę obie te rzeczy skutecznie utrudniał nam deszcz. Rzadkie momenty, podczas których nie padało spędzaliśmy zastanawiając się, czy za chwilę będzie padało jeszcze mocniej. O dziwo, za każdym wygrywała sekcja pesymistów. Dwie potyczki, które miały miejsce pierwszego dnia były dla nas pewnym novum. Empirycznie stwierdziliśmy bowiem, jak szybko żelazo rdzewieje w rzęsistym deszczu, oraz jaki dźwięk jest generowany, gdy umierający wojownik wali się plecami w błoto. Są to rzeczy, których nie da się wymazać z pamięci...
Drugi dzień zaczął się nostalgicznie - długo obserwowaliśmy, jak nasze przemoczone buty parują na słońcu. Potem ciepło dodało wszystkim animuszu i skłoniło nawet poznaniaków, by opuścili swe domostwa i obserwowali, jak kilkadziesiąt osób obtłukuje się żelastwem. Wielu z nich rozpełzło się jak robactwo, oblegając historyczne kramy, których posiadacze byli tym faktem zachwyceni.
P.S.
W ciągu tych dwóch dni biliśmy się jako Czesi, Sasi i Wikingowie. Koncepcja przedstawienia śmiertelnych zmagań Pigmejów z Maorysami upadła. | Powrót do góry
| Październik |
Inowrocław - Finał Biegu Piastów |
| | Gdyby nie to, że było paskudnie zimno, możnaby tylko powiedzieć, że bardzo padało. Nasze zmagania obserwowało apatycznie niezbyt wielu ludzi, nawet wliczając w to takich desperatów, którzy przy takiej pogodzie właśnie przybiegli z Kruszwicy. W pewnym momencie aplauz nasilił się do niewyobrażalnego stopnia. Nie chodziło, jak się okazało, o nasze osiągnięcia - na stadion wbiegał właśnie najstarszy uczestnik biegu.
P.S.
Pojawiło się, jak zwykle, nieco krwi, aczkolwiek nieszczególnie dużo. Używając medycznej terminologii można powiedzieć: hemoglobina w normie. | Powrót do góry Powrót do góry
|
|
|